Sesja wdzięczności

Dziękowanie

Po przebudzeniu podziękuj pięć razy. Powiedz lub pomyśl pięć zdań zaczynających się od słów „Dziękuję za…”. 

Ćwiczenie rozluźnia mięśnie, relaksuje, pozwala spojrzeć na świat przez pryzmat wdzięczności. 

„Wdzięczność otwiera pełnię życia. Sprawia, że to, co mamy, wystarcza. Zamienia opór w akceptację, chaos w porządek, konfuzję w klarowność. Może zamienić posiłek w ucztę, mieszkanie w dom, obcego w przyjaciela. Wdzięczność nadaje sens przyszłości; przynosi pokój dzisiaj i tworzy wizję jutra.” (Beattie M.)

Jak przystało na nieufnego naukowca, przetestowałam na sobie poranne sesje wdzięczności. Pamiętam pierwszą z nich (po trzech dniach kiedy o tym zapomniałam, czwartego w końcu mi się przypomniało i zrobiłam pierwszą sesję wdzięczności). Otworzyłam oczy i pomyślałam pięć zdań rozpoczynających się od słów „dziękuję za…”. Jakże dziwne, wręcz śmieszne i niepoważne uczucie i ćwiczenie. No, no, ale jak testowanie, to testowanie. Z niesmakiem więc dziękowałam za firanki w sypialni, za to, że mam łóżko, za farbę na ścianie, długo szukałam czwartego i piątego punktu. Uczucie było dziwne, ale nie na tyle zniechęcające, bym testów nie kontynuowała.

Z czasem pojawił się nawyk wykonywania tego ćwiczenia i nawet je polubiłam. Odprężało i lżej się wstawało.

Mój poranek bez prądu, czyli jak zrozumiałam sens sesji wdzięczności.

I przyszedł dzień, w którym wszystko zrozumiałam. Poranek dość leniwy, akurat nie musiałam szybko wstawać, więc skorzystałam z porannej wymówki, że przecież najpierw sesja wdzięczności przed wystawieniem nogi spod kołdry, więc leżałam i dziękowałam. Zaczęłam dziękować za wszystko i za wszystkich – co tylko mogło mi przyjść do głowy. Zapędziłam się z tym dziękowaniem – wszystko po to, by nie musieć jeszcze wstawać. Po około 20 pomyślanych zdaniach zaczynających się od „dziękuję za…” byłam w całkiem przyjemnym nastroju, jakie daje uczucie wdzięczności. Zdałam sobie sprawę, że czas już jednak rozpocząć bardziej skuteczne poranne przygotowanie do wyjścia. Wstałam.

Jakież było moje zdziwienie, gdy schodząc po schodach, zorientowałam się, że nie ma prądu! Moje myśli krążyły wciąż wokół „dziękuję za..”, więc z automatu przeszłam w zdanie: „Dziękuję, za to, że nie ma prądu, bo to oznacza, że zazwyczaj jest, że żyję w takim miejscu na Ziemi, w którym jest prąd, o jak to cudownie żyć w takim miejscu na Ziemi”. Schodzę. Na parterze, gdzie opuściłam wieczorem elektryczne żaluzje zewnętrzne, jest ciemno. Moje rozpędzone dziękowaniem myśli brzmią „O, i dziękuję, że mamy elektryczne żaluzje zewnętrzne, to takie wygodne rozwiązanie, chłodno w upalne dni, gdy zamknę południową stronę, dodatkowa izolacja na zimne noce…”. „O, nic nie widzę”, moje myśli rozpędziły się i nawet nie zauważyłam, że już wykonałam zadanie porannej sesji wdzięczności, nie muszę już jej kontynuować, „Hello! Sonia, życie, poranek, prądu nie ma, a Ty wychodzisz do pracy!”.

Głowa wie swoje, z przyzwyczajenia kontynuuje pełna wdzięczności: „O jak to cudownie, jak ja dziękuję sobie, że wieczorem nie chciało mi się podejść do tej jednej żaluzji i zamknąć jej do końca, został taki cudowny prześwit, 20 centymetrów, akurat na tyle, bym znalazła świeczki. Dziękuję, że wiem gdzie są świeczki, dzięki szkoleniom Konstancji jestem już lepiej zorganizowana, jak ja dziękuję za Konstancję”. Znalazłam świeczki i „O, jak dziękuję za ten romantyczny prysznic”, myślałam, ustawiając świeczki w łazience. „O, i dziękuję, że jest jeszcze ciepła woda, podgrzewacz pewnie się nie włączy, ale na szczęście jest jeszcze trochę ciepłej, by szybko wziąć prysznic. O, jak dziękuję za tę ciepłą wodę, która jeszcze jest, wezmę prysznic szybko, by zostało ciepłej wody dla pozostałych domowników. O, jak dziękuję za moich domowników”. Po prysznicu myślę „Hmm, nie ma prądu, więc nie wysuszę włosów… Dziękuję, że mam takie cienkie włosy, wystarczy potrzeć mocno ręcznikiem i już będą suche! O, gdybym miała takie gęste i długie włosy, o których zawsze marzyłam, teraz miałabym nie lada problem, na zewnątrz dość zimno… O, jak dziękuję za moje delikatne i cienkie włoski”. Wyszłam spod prysznica: „Super, jak miło się odświeżyć!”. Czas na kawę: „O, kawa.. No prądu nie ma… O, jak dziękuję, że w pracy mogę sobie kupić taką pyszną kawę, że mam pieniądze, że mam pracę! O, i pojadę sobie teraz samochodem, o jak dziękuję, że mam samochód”.

Wychodząc, wkładam buty taka szczęśliwa, taka pełna wdzięczności, PYK, włączają prąd, światło w wiatrołapie zapala się, kończę moim „O, dziękuję, że już przyszedł prąd i pozostali domownicy spokojnie wybiorą się do szkoły i pracy”. Zdumiona, że jestem taka zadowolona, wyszłam z domu. W samochodzie zrozumiałam, że jeszcze rok wcześniej, gdyby mój poranek miał tytuł „brak prądu” byłby to najgorszy poranek życia. Ile zmarszczek z nerwów by mi przybyło, ile żółci by się wytworzyło i jak wątroba by się obciążyła, wolę już nawet nie wspominać.

Zrozumiałam sens sesji wdzięczności. Przydarza nam się to, co się przydarza. To my potrafimy bądź nie potrafimy zareagować na to z wdzięcznością. 🙂

Czyste myśli to droga do czystego serca, czyste serce spełni każde Twoje marzenie. To droga, z której nie chcesz zawrócić, nawet jeśli czasem skręcisz, przystaniesz… Powrót na tę drogę zawsze jest przyjemny, czujesz spokój, wewnętrzny spokój i niewysłowioną radość.

Dziękuję! 🙂 

Więcej ćwiczeń dla spokoju umysłu znajdziesz w naszej książce Spokojny Planer Languages and Emotions (także w wersji audiobooka) dostępnej w Sklepie.

Dodaj komentarz